Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Charye - koreański rytuał ku czci zmarłych przodków

W ostatni poniedziałek, w koreańskie Święto Dziękczynienia ( Chuseok ), miałem po raz pierwszy okazję uczestniczyć w rodzinnej uroczystości ku czci zmarłych przodków, czyli charye (차례). Z tego co wiem, cudzoziemców którzy brali udział w charye nie ma zbyt wielu. Nie znalazłem też żadnego polskiego opisu tego rytuału. Pora więc na uzupełnienie tej informacyjnej luki! Stół do charye - w miarę podobny do naszego. Źródło Zgodnie z koreańskimi wierzeniami, po śmierci duchy przodków towarzyszą swoim żyjącym krewnym przez cztery kolejne pokolenia. W tym czasie zmarli nadal traktowani są jak członkowie rodziny i zapraszani do wspólnego stołu podczas dwóch najważniejszych świąt w ciągu roku – Lunarnego Nowego Roku ( Seollal ) oraz Święta Dziękczynienia ( Chuseok ). Zwyczajowo, charye odbywa się w domu krewnych z „najstarszej” gałęzi rodziny. W przypadku naszej rodziny jest to dom naszego kuzyna – najstarszego syna nieżyjącego już najstarszego brata mojego teścia. W uroczystościach

"Polak w Seulu" skończył dwa lata!

Nie wiem jak u Was, ale u mnie czas pędzi nieubłaganie. Dopiero co przenosiłem się do Korei i zakładałem tego bloga, a tu nagle okazuje się, że „Polak w Seulu” skończył w ostatni piątek dwa lata! Wszystkiego najlepszego Polaku w Seulu 🎈 Są urodziny, musi być tort! Trochę się w międzyczasie pozmieniało… Technicznie, od mniej więcej roku „Polak w Seulu” powinien być „Polakiem w Pohang”. Ale skoro marka się przyjęła, to po co ją zmieniać? Zresztą odkąd wyprowadziliśmy się z Seulu, okazało się że jesteśmy tam potrzebni dużo częściej niż gdy byliśmy przez cały czas na miejscu 😈 Więc może jednak wciąż jestem Polakiem w Seulu? Z innych nowości, od paru miesięcy oprócz bloga funkcjonuje też jego fanpage na Facebooku oraz profil na Instagramie – ten ostatni dedykowany przede wszystkim koreańskiej kuchni. Bo najlepsze jedzenie jest na Instagramie... Ale przede wszystkim, przez te dwa lata pojawiliście się Wy – moi Czytelnicy! Zakładając tego bloga, myślałem że będzie on a

Bibimbap

Bibimbap (비빔밥) to chyba jedna z najlepiej znanych potraw kuchni koreańskiej. Nazwę tego dania można przetłumaczyć dosłownie jako „wymieszany ryż”. Bo faktycznie, w skład bibimbap wchodzi gotowany ryż, który tuż przed jedzeniem miesza się z różnymi dodatkami i doprawia pikantną pastą gochujang oraz olejem sezamowym. Jednak wbrew pozorom, bibimbap nie jest zwykłym jednogarnkowym daniem! Bibimbap jest nie tylko smaczny, ale i... kolorowy Choć nazwy bibimbap zaczęto używać dopiero na początku XX wieku, potrawa ta znana była już kilkaset lat wcześniej, na początku panowania dynastii Joseon. Nazywano ją wówczas goldongban , co w języku sinokoreańskim oznaczało ryż wymieszany z różnymi dodatkami. Danie to było popularne wśród wszystkich grup społecznych – zarówno rządzących jak i biedoty. Koreańczycy są tak dumni z bibimbap , że serwują go nawet na pokładach samolotów Skąd wziął się bibimbap ? Jak zwykle, istnieje na ten temat więcej niż jedna teoria 😈 Według jednej z nich

W zdrowym ciele…

Czy już wspominałem, że w Korei żyje się w ciągłym biegu? Chyba tak, ale jeśli nie, to niniejszym wspominam: w Korei żyje się w ciągłym biegu. A do takiej gonitwy trzeba mieć kondycję. Dlatego Koreańczycy nieustannie ćwiczą. Od rana do wieczora, a bywa że i w nocy. Od dzieciństwa do późnej starości. Na zorganizowanych zajęciach w klubach sportowych, lub na wolnym powietrzu – z własnej niczym nie przymuszonej woli. Tak wygląda większość plenerowych siłowni w Korei... Źródło Czy to w Seulu czy w Pohang, kluby sportowe, zwane tutaj helseujang (헬스장), można znaleźć dosłownie na każdym rogu. Fakt, że często bankrutują , ale w ich miejsce natychmiast pojawiają się nowe. Z reguły czynne przez całą dobę i z reguły zatłoczone. Bladym świtem pełno w nich ludzi którzy postanowili poćwiczyć przed pracą. Po ósmej pojawiają się gospodynie domowe, bo dzieci i mężowie nakarmieni i wyprawieni do szkoły/pracy, więc można poćwiczyć. Wczesne popołudnie to pora emerytów. Po nich pojawia się młodzie

Śmiercionośne potrawy

Czasem mówimy, że jakaś potrawa jest tak smaczna, że dalibyśmy się za nią zabić. A co z daniami, które choć być może smaczne, mogą również zabić? Na światowej liście TOP-10 takich potraw znajdują się dwie, które powszechnie jada się w Korei. I to właśnie o nich Wam dzisiaj opowiem. Z pozoru niewinnie wyglądająca ryba fugu może okazać się zabójcza... Źródło Pierwsza ze śmiercionośnych potraw to jakiekolwiek danie z mięsa ryb z rodziny rozdymkowatych, znanych na całym świecie pod ich japońską nazwą – fugu , a w Korei jako bogeo (복어). Dania z fugu uznawane są za najbardziej niebezpieczne na świecie. W tkankach ryb rozdymkowatych występuje bowiem tetrodotoksyna – trucizna 200-krotnie silniejsza od cyjanku. Szacuje się, że ilość tetrodotoksyny zawartej w organizmie niektórych ryb z tej rodziny wystarcza do zabicia 33 dorosłych mężczyzn! Tetrodotoksyna to szybko działająca neurotoksyna, która nie ulega dezaktywacji podczas gotowania. Pierwszym objawem zatrucia jest delikatne mrowie

W metalowej misce...

Jeśli kiedyś byliście w Korei, albo przynajmniej raz zajrzeliście do mojego albumu ze zdjęciami koreańskich potraw na Instagramie (w co głęboko wierzę), to na pewno zwróciliście uwagę że Koreańczycy przy jedzeniu korzystają z metalowych pałeczek, a nierzadko używają również metalowych misek czy nawet kubków. Bibimbap najlepiej smakuje z metalowej miski... Skąd to zamiłowanie do metalu? Istnieje na ten temat wiele teorii. Według pierwszej z nich, w zamierzchłych czasach koreańscy władcy używali pałeczek wykonanych ze srebra, by… uchronić się przed otruciem. W następstwie kontaktu z wieloma związkami chemicznymi srebro ciemnieje; właśnie dlatego wykonane z niego pałeczki miały służyć jako detektor ewentualnej trucizny dodanej do królewskiego pożywienia przez któregoś z przeciwników władcy. Ile w tej historii jest prawdy, nie mam pojęcia. Faktem jest natomiast, że w przeszłości pałeczki wykonane ze złota, srebra czy chociażby mosiądzu były w Korei jednym z wyznaczników statusu

Wiosna, ach to (prawie) ty!

Po ubiegłotygodniowym huraganie, w weekend temperatury w Pohang wzrosły do 15-17 stopni i choć na najbliższy tydzień zapowiadane jest przejściowe ochłodzenie, to w powietrzu czuć już wiosnę. Pora więc napisać, jak wygląda ta pora roku w Korei. Wiosna w Korei to przede wszystkim czas kwitnienia wiśni. Źródło Pierwszym zwiastunem koreańskiej wiosny są rozkwitające krzewy forsycji. Według meteorologów, na najdalej na południe wysuniętym skrawku Korei – wyspie Jeju – forsycje zakwitną w tym roku już za nieco ponad tydzień, a około 16-19 marca będziemy się nimi mogli cieszyć również w Pohang. A kilka dni po forsycjach powinny zacząć rozkwitać niezwykle popularne w Korei krzewy azalii i zrobi się naprawdę kolorowo 😍 Według specjalnych "kwiatowych" prognoz, wiosna już tuż, tuż! Źródło Ale w Korei wszyscy wyczekują z utęsknieniem, kiedy zakwitną drzewa wiśniowe. Według pierwszych prognoz opublikowanych w ubiegłym tygodniu przez Koreańską Agencję Meteorologiczną, na

Taegeukgi

Wczorajsze święto, Samiljeol , to jeden z tych dni, kiedy w Korei wywiesza się flagi narodowe. W związku z tym dzisiaj kilka słów o koreańskiej fladze, czyli Taegeukgi (태극기). Koreańska flaga narodowa, Taegeukgi. Źródło Czy wiecie, że w drugiej połowie XIX wieku Korea wciąż nie miała swoich narodowych barw? Co więcej, nie do końca uświadamiano sobie, że mogą być one do czegoś potrzebne! Otrzeźwienie przyszło w 1876 r., przy okazji podpisania traktatu z Japonią, kiedy to przedstawiciel Kraju Kwitnącej Wiśni pojawił się z narodową flagą, a reprezentant koreańskiej dynastii Joseon z… niczym 😝 Ostatecznie, projekt narodowej flagi został zatwierdzony dopiero 27 stycznia 1883 r. Niestety, Koreańczycy nie cieszyli się swoją flagą zbyt długo, gdyż w 1910 r. rozpoczęła się trwająca przez 35 lat okupacja japońska. Taegeukgi wróciła na należne jej miejsce dopiero 15 października 1949 r., kiedy to została uznana za oficjalne barwy położonej na południe od 38. równoleżnika Republiki Korei

Cykl życiowy koreańskiej restauracji

Jedzenie jest dla Koreańczyków jednym z najważniejszych tematów, być może nawet ważniejszym niż polityka. Świadczy o tym chociażby fakt, że jedno z pierwszych pytań, które zadają sobie znajome osoby, gdy spotkają się na ulicy, brzmi (niezależnie od pory dnia): Bab meogeosseoyo?  (Czy coś jadłeś?). I choć wyjaśnienie co było pierwsze – popyt czy podaż - jest równie trudne jak ustalenie zależności przyczynowo-skutkowej pomiędzy jajkiem i kurą, jedno jest pewne: Koreańczycy bardzo często jedzą poza domem, a zagęszczenie restauracji (szczególnie tych niewielkich, „domowych”) w przeliczeniu na mieszkańca jest naprawdę duże. Jednak życie koreańskich restauratorów bynajmniej do łatwych nie należy, o czym dowiecie się z tekstu poniżej. Nie, to nie pogrzeb! Chociaż, z drugiej strony... Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem przed jednym z budynków w Seulu instalacje kwiatowe podobne do tych na powyższym zdjęciu, byłem przekonany, że… ktoś umarł. Nie wiem jak Wam, ale mnie kojarzą się one ni

Igrzyska się skończyły – i całe szczęście!

Wczoraj skończyły się Zimowe Igrzyska Olimpijskie w PyeongChang. Po raz pierwszy miałem okazję oglądać olimpiadę z punktu widzenia mieszkańca kraju ją organizującego. I czym dłużej ją oglądałem, tym większy czułem niesmak. Przede wszystkim dlatego, że dzięki koreańskim netizens , globalne święto sportu przeistoczyło się w pokaz narodowego szowinizmu i nietolerancji. Kilka przykładów poniżej – część zapewne znacie z polskich mediów, ale o innych być może nie słyszeliście. Kim Bo-reum przeprasza koreańskich kibiców po zdobyciu srebrnego medalu. Źródło W zeszłą środę, przed samym końcem konferencji prasowej po finałach wyścigów drużynowych na dochodzenie, holenderski łyżwiarz szybki Jan Blokhuijsen rzucił od niechcenia „Proszę, traktujcie lepiej psy w tym kraju!” Rzecz jasna, chodziło mu o niechlubny proceder konsumpcji psiego mięsa , wciąż praktykowany przez część Koreańczyków. Przed igrzyskami koreańskie władze robiły wszystko, by ten niewygodny temat wyciszyć, m.in. płacąc w