poniedziałek, 29 czerwca 2020

Co w Korei piszczy? S01 E01


Biorąc pod uwagę, że w Korei ciągle coś się dzieje, a ze względu na koronafazę niewielu z Was ma – póki co – okazję przekonać się o tym osobiście, postanowiłem opublikować cykl artykułów o wszystkim i o niczym, pod roboczym tytułem „Co w Korei piszczy?”.

Tematu koronawirusa oczywiście niestety uniknąć się nie da. Jak zapewne wiecie, w Korei Południowej nigdy nie został ogłoszony pełen lockdown, a jedynie wprowadzono regulacje mające na celu zachowanie zwiększonego dystansu społecznego. Dzięki ich przestrzeganiu przez zdecydowaną większość obywateli, powszechnemu wykonywaniu testów na obecność wirusa i monitorowaniu kontaktów osób zarażonych, na przełomie kwietnia i maja liczbę nowych przypadków udało się zredukować do mniej niż pięciu na dobę. Jednak wprowadzone na początku maja nowe, mniej restrykcyjne reguły dystansowania społecznego, coraz lepsza pogoda i – zapewne dobrze Wam znany – syndrom znużenia koronawirusem zrobiły swoje i liczba zarażonych ponownie zaczęła rosnąć. W tej chwili w ciągu doby odnotowuje się do 50-60 nowych przypadków - głównie w Seulu i prowincji Gyeonggi, gdzie zamieszkuje blisko połowa całej ludności kraju. Coraz głośniej zaczyna mówić się więc o drugiej fali epidemii.

Jednym z elementów dystansowania społecznego, który odegrał zapewne niebagatelną rolę w opanowaniu pierwszej fali epidemii, było stosowanie przez zdecydowaną większość obywateli masek ochronnych. Rosnący popyt na zalecane przez koreańskie autorytety medyczne maski KF-94 zaowocował szybko ich brakiem. Aby nie dopuścić do wzrostu cen masek i poprawić ich dostępność, wprowadzony został system reglamentacji. Początkowo każdemu mieszkańcowi Korei Południowej (w tym cudzoziemcom) przysługiwały dwie maski tygodniowo, potem trzy – w stałej cenie 1500 KRW za sztukę. Obecnie rynek jest już wysycony maskami na tyle, że tygodniowo można nabyć ich nawet dziesięć, a od 10 lipca program reglamentacji zostanie prawdopodobnie całkowicie zniesiony. Nie wnikam w kwestię czy maski chronią, a jeśli tak – to czy noszącego przed innymi czy też innych przez noszącym. Tak czy inaczej – choć ich stosowanie nadal nie jest w Korei obowiązkowe, a jedynie zalecane – trudno spotkać na ulicy osobę bez maski, a gdyby nawet takowa się pojawiła, niewątpliwie spotka się co najmniej z niezwerbalizowaną dezaprobatą otoczenia. Biorąc pod uwagę, że maski mające chronić przed koronawirusem z pewnością chronią przed społeczną stygmatyzacją, skrzętnie gromadzimy ich zapas na „gorsze czasy”.


Do wyboru, do koloru - skromna część naszej kolekcji masek KF-94

Epidemia wymusiła wiele zmian w życiu społecznym Koreańczyków. Coraz częściej wykorzystywane są rozwiązania ograniczające kontakty międzyludzkie. I tak, największa koreańska sieć kin, CGV, wprowadziła instytucję wirtualnego asystenta, Smart Pass, który mierzy wchodzącym do kina temperaturę oraz sprawdza, czy mają prawidłowo założone maski ochronne. Roboty mierzące temperaturę pasażerów pojawiły się też na lotnisku Seul Incheon. Coraz więcej aktywności przenosi się także ze świata realnego do wirtualnego. Taki los spotkał między innymi odbywający się w lipcu Boryeong Mud Festival. W ubiegłym tygodniu ogłoszono, że zamiast na równinach błotnych w prowincji Chungcheong Południowy, doroczny festiwal, którego atrakcjami są między innymi kąpiele błotne i zapasy w błocie, odbędzie się w dniach 17-26 lipca w… Internecie. Zapasy w błocie on-line? Hmm… 😮

Kolejnym wciąż gorącym tematem są stosunki Korei Południowej z kłopotliwym sąsiadem z północy. Te ostatnio znacząco się pogorszyły, o czym opowiadałem szczegółowo w wywiadzie udzielonym portalowi Onet.pl. Po wysadzeniu 16 czerwca biura łącznikowego w Kaesong, spodziewaliśmy się kolejnych północnokoreańskich prowokacji. Faktycznie, wkrótce potem północnokoreańska armia rozpoczęła obsadzanie opuszczonych na mocy porozumienia z 2018 r. posterunków granicznych. W ostatni wtorek zaczęto też instalować ponownie w strefie przygranicznej głośniki propagandowe zdemontowane w 2018 r. Tyle, że niecałą dobę później, w środę, przewodniczący Kim Jong-un zarządził tymczasowe zawieszenie akcji militarnych wobec „wrogiej” (zgodnie z aktualną retoryką) Korei Południowej i dopiero co zainstalowane głośniki ponownie zaczęto demontować. Być może efekt tych działań mógłby stanowić kanwę zadania z matematyki dla polskich maturzystów, na przykład takiego: „W 2018 r. Korea Północna zdemontowała wszystkie 40 głośników w Strefie Zdemilitaryzowanej. 23 czerwca 2020 r. ponownie zamontowano 20 głośników, ale 24 czerwca tego samego roku zdemontowano 10. Narysuj kwadrat. Ile głośników znajduje się obecnie w Strefie Zdemilitaryzowanej?”


To wbrew pozorom nie jest zdjęcie z rodzinnego albumu...

W takiej oto niepewnej atmosferze geopolitycznej obchodziliśmy w ostatni czwartek 70. rocznicę wybuchu wojny koreańskiej. Najważniejszym elementem uroczystości państwowych było oddanie hołdu szczątkom 147 południowokoreańskich żołnierzy poległych w latach 1950-53. Szczątki te, w większości wydobyte na terytorium Korei Północnej w trakcie wspólnych północnokoreańsko-amerykańskich prac ekshumacyjnych w latach 1990-94, powróciły do kraju po żmudnym procesie identyfikacji w laboratorium na Hawajach. Rocznica wybuchu wojny była również okazją do upamiętnienia żołnierzy z 22 krajów, którzy wspierali stronę południowokoreańską pod flagą Organizacji Narodów Zjednoczonych. W swoim wystąpieniu, prezydent Moon Jae-in zaapelował po raz kolejny o podpisanie przez oba państwa koreańskie deklaracji o zakończeniu wojny. Wydaje się jednak, że droga do ewentualnego porozumienia w tej kwestii jest w obecnej sytuacji wyjątkowo długa.

Przechodzimy płynnie od polityki mnie bliższej do tej z „Waszego” podwórka. Wczoraj odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Głosowaliśmy także my, Polacy mieszkający zagranicą – choć przy okazji ostatnich wyborów słyszałem od wielu osób (dodam – o bardzo różnych sympatiach politycznych), że powinno się nas prawa wyborczego pozbawić. Nie wnikając; w wyborach wzięło udział 146 Polaków przybywających w Korei Południowej. Biorąc pod uwagę, że chęć udziału w głosowaniu zadeklarowało 168 osób, frekwencja wyniosła 86,9%. Głosować można było osobiście w ambasadzie w Seulu bądź korespondencyjnie. Ja znalazłem się wśród 23 osób, które skorzystały z tej drugiej opcji. Ogółem oddano 145 głosów ważnych. Wyniki przedstawiają się następująco:
- Trzaskowski Rafał Kazimierz – 87 głosów
- Biedroń Robert – 20 głosów
- Hołownia Szymon Franciszek – 19 głosów
- Duda Andrzej Sebastian – 11 głosów
- Bosak Krzysztof – 7 głosów
- Kosiniak-Kamysz Władysław Marcin – 1 głos.
Pozostali kandydaci nie uzyskali ani jednego głosu. Druga tura wyborów 12 lipca – przypominam, że ci którzy nie zadeklarowali wcześniej chęci głosowania zagranicą, mogą zrobić to jedynie dzisiaj na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych.


Pierwsza tura za nami!

Na koniec temat lżejszy, choć niekoniecznie dla wszystkich. W ostatnią środę ogólnonarodową ulewą rozpoczęła się pora monsunowa czyli changma. Zwykle changma trwa mniej więcej do połowy lipca i charakteryzuje się ulewnymi deszczami, upałami i znaczną wilgotnością. A zaraz potem przychodzi koreańskie lato, które jest długie i posiada wszystkie wymienione powyżej atrybuty minus ulewy. Monsunowa pogoda cieszy koreańskich farmerów, bo zapewnia idealne warunki do uprawy ryżu. Koreańskie lato to także radosna pora dla sprzedawców klimatyzatorów, przenośnych wiatraczków na baterię w wymyślnych kształtach, suszarek do bielizny oraz… deserów lodowych, czyli bingsu. O tych ostatnich, a także o innych letnich koreańskich kulinariach, pisałem więcej jakiś czas temu, więc zainteresowanych odsyłam.


A ryż rośnie... (choć tu akurat jeszcze czeka na zasadzenie)

To chyba tyle w pierwszym odcinku tego nowego cyklu. Do napisania niebawem 👋

poniedziałek, 11 listopada 2019

11.11 - Dzień Pepero


Pamiętacie mój wpis o comiesięcznych koreańskich Walentynkach? Dzisiaj obchodzimy ich listopadowe wydanie, czyli Dzień Pepero.


Pepero – co to jest?

Mieszkając w Polsce, nigdy nie zetknąłem się z Pepero (wierna transkrypcja koreańskiego 빼빼로 to ppaeppaero, ale uproszczona wersja przyjęła się lepiej). Pepero to coś na kształt naszych słonych paluszków – tyle, że niesłonych i w trzech czwartych długości pokrytych czekoladą w różnych smakach. Te podobno rdzennie koreańskie słodycze (choć Japończycy twierdzą, że Pepero to nieudolna kopia ich pałeczek w czekoladzie, Pocky) wytwarza jeden z rynkowych potentatów, firma Lotte – ta sama, która jest właścicielem „polskiego” Wedla.

Skąd wziął się Dzień Pepero?

Jak zwykle, teorii na ten temat jest mnóstwo. Według najbardziej popularnej, na pomysł obdarowywania się Pepero wpadły w 1983 r. dwie uczennice jednej z koreańskich szkół średnich. Wymieniając się słodkimi upominkami, dziewczęta życzyły sobie, by stały się smukłe niczym pałeczki Pepero (hmm, czy tylko ja dostrzegam tu pewien konflikt interesów?). Zapewne nigdy nie dowiemy się, ile jest prawdy w tej nagłośnionej przez koreańskie media opowieści. Prawdziwa czy nie, historia ta została wykorzystana przez marketingowców firmy Lotte do promocji nowego nieformalnego święta – Dnia Pepero.

Dlaczego Dzień Pepero przypada 11 listopada?

Bynajmniej nie ze względu na wspomniane powyżej biznesowe koligacje Lotte z Wedlem, Dzień Pepero obchodzony jest w dniu polskiego Święta Niepodległości. Przyczyna jest dużo bardziej prozaiczna – w kalendarzu, data 11.11 wygląda niczym cztery pałeczki Pepero (szczególnie, że Koreańczycy zwykle zapisują jedynkę jako pionową kreskę). Z tego względu, nową świecką tradycją stało się obdarowywanie w dniu 11 listopada bliskiej osoby opakowaniem Pepero. Co ciekawe, Dzień Pepero nie jest obchodzony wyłącznie w Korei Południowej – począwszy od 1999 roku, w Japonii 11 listopada świętowany jest Pocky and Pretz Day (Pretz to kolejna przekąska podobna do Pepero i Pocky).

Kontrowersje

Niestety, w koreańskim społeczeństwie zafascynowanym magią liczb i symboli, obchody Dnia Pepero nie ograniczają się wyłącznie do obdarowywania bliskich tymi słodyczami. Według jednego z krążących po Internecie przepisów, zjedzenie w dniu 11 listopada dokładnie o godzinie 11:11 przed południem 11 pałeczek Pepero i powtórzenie tego rytuału o godzinie 11:11 w nocy, ma gwarantować uzyskanie smukłej sylwetki. Biorąc pod uwagę rosnącą częstość występowania wśród Koreańczyków (szczególnie dzieci i młodzieży) nadwagi i otyłości, twórca tej niefortunnej teorii powinien w dniu 11 listopada o godzinie 11:11 przedpołudniem oraz o 11:11 w nocy otrzymać po 11 batów; być może (choć 100% pewności nie mam), pomogłoby mu to w odzyskaniu rozumu!

piątek, 13 września 2019

Chuseok – koreańskie Święto Dziękczynienia


Dzisiaj w Korei obchodzimy Chuseok (추석), drugie obok Lunarnego Nowego Roku najważniejsze święto w koreańskim kalendarzu. O Lunarnym Nowym Roku, Seollal, już trochę pisałem – chociażby tutaj czy tutaj, ale ze wstydem przyznaję, że choć to już mój czwarty Chuseok w Korei, zbyt wiele o tym święcie na moim blogu nie wspominałem.


Songpyeon - tradycyjne ciastka ryżowe przygotowywane w Chuseok. Źródło: iStock.

Chuseok, przypada co roku w 15. dniu 8. miesiąca kalendarza księżycowo-słonecznego, podczas pełni księżyca zwanej Księżycem Żniwiarzy. Data ta ma szczególne znaczenie nie tylko w Korei – w większości krajów Wschodniej i Południowo-Wschodniej Azji obchodzone jest wówczas znane pod różnymi nazwami Święto Środka Jesieni.

Koreański Chuseok, zwany też Hangaui (한가위), jest świętem dziękczynienia za obfite plony. W ten dzień Koreańczycy powracają do swoich rodzinnych miejscowości, by uczestniczyć w charye – uroczystości ku czci zmarłych przodków. Wcześniej, bliscy odwiedzają i porządkują rodzinne groby, co jest zazwyczaj operacją skomplikowaną pod względem logistycznym; w Korei nie ma bowiem typowych cmentarzy, a grobowce rozsiane są po zboczach okolicznych gór.

Aby ułatwić Koreańczykom (przede wszystkim mieszkańcom Seulu i okolic) podróż do ich rodzinnych domów, wolny od pracy jest zarówno dzień poprzedzający Chuseok jak i kolejny dzień po tym święcie. Nic więc dziwnego, że ten czas to okres masowego eksodusu – zakorkowane są autostrady, a o biletach na KTX (koreańskie koleje dużych prędkości) można co najwyżej pomarzyć – chyba, że zarezerwowało się je z miesięcznym wyprzedzeniem.


Koreańskie prezenty świąteczne są zawsze elegancko zapakowane. Źródło: iStock.

Do domu rodzinnego nie wypada przyjeżdżać z pustymi rękami, więc Chuseok to również czas obdarowywania się prezentami. A te – jak już kiedyś pisałem – są w Korei niezwykle praktyczne, a czasem wręcz… dziwne.

Spotkania rodzinne odbywają się rzecz jasna przy suto zastawionym stole. Obok tradycyjnych świątecznych przysmaków kuchni koreańskiej, takich jak japchae czy bulgogi, nie może również na nim zabraknąć songpyeon (송편) – ciastek ryżowych o kształcie półksiężyca nadziewanych pastą z czerwonej fasoli i gotowanych na parze z dodatkiem igieł sosnowych. Obecność songpyeon na świątecznym stole przypomina, że Chuseok wziął swój początek od kultu księżyca.

Czas między posiłkami to pora rodzinnych spacerów – oczywiście jeśli dopisze pogoda (z moich czteroletnich doświadczeń wynika, że zwykle dopisuje). A, że Chuseok to jeden z nielicznych dni w roku, kiedy wielu Koreańczyków wyciąga z szafy tradycyjny odświętny strój, hanbok – ulice i parki wyglądają wtedy naprawdę malowniczo!


Chuseok to jeden z niewielu dni w roku kiedy Koreańczycy zakładają hanbok. Źródło: iStock.

Niestety, coraz więcej zwyczajów związanych z Chuseok zanika. Świadomie nie wspomniałem w moim poście o tradycyjnych zabawach i tańcach, takich jak ssireum czy ganggangsullae, bo w dobie telewizji i Internetu można o nich co najwyżej poczytać na kartach podręczników… W niektórych domach zaprzestaje się też kultywowania charye, hanbok coraz częściej jest zastępowany przez sukienkę od znanego projektanta bądź elegancki garnitur, a zamiast biletów kolejowych do rodzinnego miasta rezerwuje się bilety lotnicze do Bangkoku czy Singapuru… Jakby tego było mało, sondaż przeprowadzony dwa lata temu przez jedną z gazet wykazał, że wiele Koreanek wykorzystuje trzy dni wolnego z okazji Chuseok na „upiększenie” swojej urody w jednej z licznych klinik chirurgii plastycznej. O tempora o mores!

Na szczęście, wciąż są takie rodziny jak moja, więc jest nadzieja, że tradycja nie zaginie. Wesołego Chuseok! 추 보내세요!